sobota, 3 maja 2014



scherzo 


może to tylko miraż tańca
snu nocy letniej z wyobraźnią
choć chwilo - jesteś piękna czeka
już się wymyka Fausta wargom

tańczą motyle wśród płomieni
menuet dłoni ciszą niemy

w scenerii snu Szeherezady
maswerk tęsknoty pejzaż wieńczy
nie wiem czy ktoś go namaluje
nie wiem czy będzie równie piękny

tańczą motyle w skrzydłach wiatru
menuet dłoni scherzo palców

ucichły kroki milkną smyczki
urwana struna drży znacząco
i tylko cisza wraca szeptem
chwilo trwaj wiecznie trwaj bez końca

tańczą motyle wśród milczenia
menuet dłoni płomień cienia




Miladora





Nadirowi A.



W wody Salgiru* noc zapada

daleko - u grobowej ciszy

gdzie nawet gorzkie zioła trawa

mojego głosu nie usłyszy.

Na stole już butelka wina

wypijmy tato za spotkanie

chciałbym jak dobry sen zatrzymać

tamten znajomy sen na ścianie.

Wędruję sam po cudzej ziemi

muzykę skrzypiec ludziom daję

wczoraj trafiono mnie kamieniem

dzisiaj oklaski nie ustają.

Wypijmy tato słodkie wino

tak wiele chciałbym ci darować

krążą jak ptaki nad równiną

nasze nie wyrażone słowa


Barbara Marek


*/ rodzinne strony Nadira
(Nadir A. skrzypek wirtuoz, koncertujący na ulicach Krakowa)



suita wawelska 



pod basztą wiatr trubadur na fletni tęsknie wieje

kołysze dzikim winem szeleszcząc w resztkach liści 
skrzypią zawiasy w bramach wiatr wciska się w wierzeje
sutanną znów przemyka brunatny cień w zakrystii


pod smoczym niebem jamy kamienie brzęczą echem
gdzieś stroje klawesynu wibrują w nutach fermat
a poplątane dźwięki muzyki razem z szeptem
wiją się po krużgankach wplecione w słoje drewna


w parkiecie trzeszczą wieki arrasy drżą na ścianie
z portretów patrzą oczy w zadumie nad przeszłością
gdy smoki żyły jeszcze ukryte w smoczej jamie 
i nocą wychodziły podkradać tańce gościom


w podziemiach ciągle słychać ton basso continuo
i dzień po dniu przemija cichnącym już kurantem
lecz nadal w pustkę komnat spowitych snu glazurą

spływają kształty cieni odległym kontredansem


Miladora





Villanella F-durII




wieczór radość w tle smyczków rozpościela jak płomień
koncert wchodzi rozgłośnie w swoje lube staccato
w tle krakowia z Wawelem wśród zadumy gdzieś znika

czy się dusza raduje już splecione są dłonie
wśród wspaniałych akordów rozbawiło się lato -
wiolonczele i skrzypce aż do bólu przenika

wciąż w akordach powraca piękna nuta i płonie
w nawiązaniu do starych tak utkanych bogato
w mgnień maestrii zadumy i olśnienia klasyka

tu się miłość wciąż rodzi tu uczucie znów wzeszło
w każdej twarzy radośnie refleksyjnie tkwi przeszłość
kołysanka gondoli? - tylko zmysły usypia





Agamemnon


replika do villanelli F-dur Miladory






( z cyklu: dialogi)



***



cóż znaczą dźwięki gdy gra muzyka.
ton nie z tej mocy chórowi podobny.
kwiatami zdobna twoja jest kraina
świętego blasku dla Pańskiego Słowa.



Agamemnon



O! wy sny dawne, w których się przyśniła
Ludowi - Bogu na przyszłość grożąca
Antychrystowa potęga i siła...
O! tajemnice, od tarczy miesiąca
Odbite - bogdaj na wieki świeciła
W prostocie wasza moc oświecająca...


Juliusz Słowacki




Rzekłbyś nad tęczą, nad którą Dawidy
W psalmach duchowych odnajdują imię,
Czemu królestwa globowe olbrzymie
Nie wam Dawidom podały istotę
Korony swojej - królestwa złote.



Agamemnon




Szukajcie w duchach, w nich są tajemnicze
Dawne przymierza arki - puste skrzynie,
W których strach Boży na dnie - i oblicze...
Biada, w kim zaćmi się - albo zginie!



Juliusz Słowacki




nowe przyszło plemię


gdym przyszedł a już święta Pańska sprawa
życiem tętniła w nowym pokoleniu
oto bój żywy w potędze i sile

bój bez spoczynku a w Pana płomieniach
podjęto Słowo co czas przezwycięża
umiłowane w swoim domu żyję
serce we mnie bije i mnie przezwycięża



Agamemnon




***


lecz nikt nie może nieumiłowany
posiąść w swej duszy przeczyste zwierciadło
rozlicznych światów tajemnych promieni
przez Trójcy bramy.



Agamemnon








***

O Panie oto wietrzna istota
Adam i Ewa zawsze rówieśni
Wiecznie ci sami w swym kręgu pleśni ˛
I tajemnicy mego żywota.

Albowiem jako Twoi synowie
Byłem od wieków w Tobie poczęty
Jak Słowo Twoje i anioł w Słowie.*



Agamemnon
22.03.2013 20:11




*/ J. Słowacki




A sława z twardej uzyskana siły
Do mogił idzie lecz nie za mogiły
...

I było w niebie wielkie uciszenie,
A jeden anioł krzyknął: Kto zań stanie?
Wtenczas duch jeden opuścił promienie
I spadł... i było wielkie gwiazd spadanie
I różne piękne malowane cienie
Mijały w słońcach leciały w otchłanie,

Potem jako staw, gdy się ukołysze,
Świat ducha zaczął zwierciadło i ciszę.



Juliusz Słowacki 


W karpackich Tatrach w koronie przestworza
Przedziwnie biała potęgi królowa
Jest twego Boże potęgi obliczem

W tle widnokręgów ośnieżonych szczytów
Przez tysiąc lat gwiazd dwanaście na głowie
Na tle tatrzańskich tęczowych błękitów!

Agamamnon




Więc to są moje rodzinne Karpaty!
Oto nad nimi niebo się rumieni;
Powstają ze mgły w koronach z promieni,
Słońce wyleci jak orzeł skrzydlaty
Lecz nie wiem jeszcze z której wejdzie góry

Słońce – jak orzeł, mówisz złotopióry...

J. Słowacki



Jaworzyńska
Królowa Tatr

 


Z niebieskiej twojej sukni i w złotych form koronie
odsłania się w lazurze postawy prostej warta
z białego pozdrowienia odmęty mórz zwierciadła
z oblicza twego serca z Chrystusa wzejdzie płomień

W perłowej twojej twarzy Nazaret rano płonie
tu jabłoń jest nadrzeczna jutrzenki oziębionej
w przestrzeniach nadchodzących różany okrąg tonie
ptaszęta polne w kwiatach tatrzańskich mówią o niej

W istocie twojej woli podniosłość nieboskłonu
wgnieciona żmii głowa  na chłodny dystych starta
przychodzi choć otwarcie to jednak po kryjomu
wyjęta z pól obłoków porannych piskląt warta

Weszliśmy w czarną burzę widziałeś powiedz gdzie on!
zabłysnął i zgasł rozbłysk! w przepastnej swojej gali
pędzony w halnych chmurach w piorunach stanął Giewont
potworny długi pomruk po halach się przewalił

Klasyczny złoty piorun jak dotyk zimnej stali
i nie wiem z której strony uderzył w jakieś drzewa
od Hali Kondratowej resztkami na wskroś walił
wychodzi z wolna słońce gdy jeszcze trwa ulewa

W Dolinie Pięciu Stawów w rozbłysku moje oczy
z Giewontu krzyż praojców prastary jak sam Giewont
spogląda wzrokiem jasnym tej „co nam nie zginęła”
gdy dalej deszcz trzepocze gdy nadal trwa ulewa

Pałace mroźne światła i okrąg ciężkich jodeł
wysoko orle gniazda siedzące na skał brzegach
w odpływach chmur przestrzeniach w tatrzańskich skał szeregach
orlica srebrna stała a wkoło orły młode




Agamemnon


Wyrok i męka

 


Poważna chwila która dzieli – współczesny Piłat podniósł czoło, –
Oskarżonemu zatkał usta, czy z wiatrem pójdziesz Boże Słowo
Odbite jakby krwią na chustach.

Wyrzekł jak gdyby zwykłe słowa a potem tylko obraz żywy, –
Zdarzenie było – nie minęło, – ludzkiego fałszu arcydzieło,
Ubrany w togę czyn straszliwy.

Zamilkła wówczas Boża mowa, – straszny człowieku w dniu narodzin,
Gdy zdominuje twoje prawo, – okryjesz szczątki twe niesławą, ... –
Wplecione w wieczność z sześciu godzin.

Czy będziesz trwała aż do końca ty człekokształtna – ziemio sina,
Szeroka, długa, prawie cała w snobowym wzroku liberała... –
Utkana w krosnach z dzieł Kaina.

Czy aż do końca będziesz trwała?

*

Dobranoc święta Boża głowo, – czy niebo chmury pędzić zdoła,
Pobladła zorza czy szkarłatna – jak Ziemia sina w dniach ostatnich
O twarzy śmierci archanioła.


 



Agamemnon
24.09.2012 15:43

wtorek, 31 grudnia 2013

Noc polarna
( z cyklu: pieśń o naturze)


 

Polarna noc była, a rozstajne szyki
Jasno świeciły wśród stalowych reguł.
Lodowiec – wielki, jako kryształ... – dziki,
Jak sen w przestrzeniach na tle niebios biegu
Stał... Pełny księżyc i gwiazd mateczniki
W chłodach północy od zórz pełnych śniegu
Po odwróceniu weszły w antypody
Królestwa niebios i w granatów wody.

Jak maki iskier – kryształem umyty
Wody błękitnej... iskier nikt nie zliczy
Idą meteory... – milkną monolity
Biegną po niebie i chyba są niczym;
Jakby przed duchem myślę – świat zakryty
I choć był piękny, wtedy tajemniczy,
Wskazywał na niebie na plejad odsłony
Diamentów brzasków... i czar spod korony.

Wielkie gwiaździce z plejad wód się mienią
Z girlandą lodów ze światłem miesiąca,
W zimnym spojrzeniu pod morską przestrzenią
Milion migotań – odmętów – bez końca,
Nigdy w istocie się chyba nie zmienią –
Rzekłem: „natura je ciągle potrąca
I ciągle, wszędzie iskrami się palą
W kosmosie wielkim i pod morską falą”.

Chyba odejdę... a gwiazdy beze mnie
Wciąż patrzeć będą w przestrzeniach wśród nocy
I przypatrywać się będą daremnie
Lodom i śniegom i wichrom północy,
Wyjących bytów – rzekłbym tajemnie
Od kształtów wschodów do wieczności mocy,
Zimno z bieguna bije od gwiazd z góry
Jak kolos jaki umarłej natury.


Wśród boskich mroźnych przestrzennych za szczytów
Po nocy wielkiej – jutrzenki – wschód słońca
Wychodzą śnieżną i z bladych błękitów
I z diamentowych i z zórz pół miesiąca
Pustynią Piękna – i z lodowców szczytów
Błękit powietrza – duch przed wschodni trąca
W tak pełne brzaski! że chłód oszołomień
Zamienił z nocy w słońca żywy promień.





Agamemnon
11.08.2010 11:29





villanesca smutassima
( z cyklu: dialogi)
 


jak długie pytasz jest czuwanie
gdy tkwimy ciszą osłupieni
i zewsząd wgryza się niepokój

nikt czuwać w takim nie jest stanie
pod metrem piachu i korzeni
gdy los zbudował ciasny pokój

zdrewniałe ciało na wpół łamie –
i zaraz całe w miał przemieni –
nie poznasz siebie w bladym oku

i było wielkie gwiazd spadanie
martwe leciały na otchłanie
i wielka liczba liści wokół





Agamemnon
03.11. 2010  21:32





villanesca smutassima secunda



jak długo stawiasz to pytanie
gdy tkwimy ciszą osłupieni
a cień się stopił w trwałym mroku

a więc powtarzam miły panie
liść go zasypał od jesieni
szansy mu nie dał ni widoku

wiem że tak było ja nie kłamię
tusk jest mi świadkiem on nie ściemi
choć jestem solą w jego oku –

– a on tak leży w błogostanie
lęków już nie ma – ma już kamień
i żadnej szansy na niepokój





Agamemnon
03.11.2010 21:32






Villanesca nel boschetto




jak długie może być czuwanie
tak wielka czasem jest czerń źrenic
gdy staną lęki o pół kroku

zdrętwiała chwila wpół się łamie
ziemistym cieniem na zieleni
szakłaku witką drży niepokój

coś może stać się więc się stanie
gdy ciszą tkwimy ogłuszeni
czernieją nawet błyski w oku

zdrewniali w kłącza ścięci w kamień
gąszczem jesteśmy i czekaniem
a lęki stoją o pół kroku






autor: Paweł Stefanowicz