niedziela, 18 stycznia 2009


Jakość kultury propagowanej przez promiskuistyczną Claudię objawia się w formie cenzury
w zakresie twórczości literackiej. Widzimy, że XXI wiek jak dotychczas nic nie wniósł do środowisk
wstecznictwa kulturowego.



wtorek, 13 stycznia 2009


Janie Lechoniu


 (W rocznicę tragicznej śmierci)

Zło weszło jak świat cały do twego podziemia,
Kwiat winnicy by skalać upiornym oddechem,
Aby dusza twa zgasła z bolesnym uśmiechem,
Na wieczny smutek ciszy jak ciężka jest ziemia.

Czemu ta przepaść ciemna która ciebie woła:
„Tyżeś to, ty mój mistrzu, - mam cię w swojej dłoni”.
W krok chwiejny - brzask głowy - we mgle idziesz zgoła,
Na wieczny smutek ciszy w śmiertelnej ustroni.

Bo wewnątrz niej tkwi jakaś tajemnicza siła,
Jak akord przeraźliwy wybuchu granatu,
By krzew winny nie wydał więcej już nam kwiatu,
By się serce rozpękło jak kamienna bryła.

W nierównej walce stajesz, nic się nie odmieni -
W porwanych strzępach włosów przy blasku księżyca.
Gdy ból w myślach twą głowę zbolałą podsyca,
Znikczemniały wszedł rapsod złowieszczej przestrzeni.

A jeślibyś był winien i brak ci jest nieba,
To za tobą przed Bogiem głos wzniosą poeci
I modlitwa do Boga poezją się wzleci,
Aby Bóg dał ci niebo tak jak kromkę chleba.







Agamemnon
 

czwartek, 8 stycznia 2009




Sokratesie!


Anioł bez skazy idzie,
wędruje po górach złocistych.

Drugi anioł ze skazą
wędruje po górach skalistych -
była tam strzaska lutnia,
i złota struna zerwana z tej lutni,

był kielich zdrewniały, przewrotny
od cykuty cały.
A cała cykuta wewnątrz Sokratesa.

Kielich co niebo zasmuca,
aż w Edenie stało się mniej zieleni
i mniej słońca na drzewach,
więcej smutnych cieni,

jak gdyby półciemność się wdarła
z upiorem widziadła
i przeniosła swój byt do wątłej jesieni.

Sokratesie !
twój Bóg , do anioła
co wędruje po górach złocistych,
podejmie cię spod kielicha

i do gór złocistych przeniesie.



Agamemnon





Spotkanie z Bogiem


I Bóg otworzył wieniec purpurowy
Ucichły stojące obok upiory czerwone
Toczył się szumem lasek cyprysowy
I kolumnady stały smukłej Arte
I ciemność i chmury zakrwawione
Z piorunów odarte
Z oddali świecące
Przybrały kształty jaśniejsze niż słońce

I Bóg otworzył niebo purpurowe
A we mnie była myśl słoneczna złota
Językiem słonecznym jam miłości był wzięty
I wielka światłość biła z pięciu ran
I ze stu strzał z Sebastianowych ran wyjętych




Agamemnon


wtorek, 6 stycznia 2009



Sen



Jak lekki spokój nocy - stawu cisza błoga
l lgną zmęczone oczy i sążnie palone
Dymy z kominów szarych nadzieją uśpione
Już pobielana srebrem mleczna sunie droga



Zasnęły już zamknięte chat ostatnie wrota
Pochylił się na niebie świat niebios uśpiony
Posnęły lasy chaty
 i szare zagony

Na złotych lament strunach zasnęła tęsknota


Niebiosa rozgwieżdżone w płachty nieboskłonów
To cichy teatr wzniosły po niebie się toczy
Jak gdyby po diamentach iskrzących eonów
Przechodzą złote kraje diamentową nocą





Agamemnon

piątek, 2 stycznia 2009



Psalm 23



Pan moim nieskończonym jest życia pasterzem,
na łąkach i pastwiskach gdzie woda źródlana –
a to jedno wiem tylko, że to własność Pana,
jej kryształ lśni jak diament z wiecznego przymierza.

Chociaż serce i dusza wewnątrz we mnie pęknie,
gdy świat jak wąż się pławi w paszcz swoich pozłotach;
dziś gdy świata katodręk morduje w swych grotach –
krwawą doliną chodzę, zła się nie ulęknę.

Bo Pan wiedzie prawymi ścieżkami imienia;
niebo ziemię z ciemności uczynił świetliste,
On utworzył z kamieni, jak z żarna istnienia
swój Eden nieskończony w kaskadach złocistych.

Na niebie w nieboskłonach jesiennych omłotach
i we mnie moje serce w duszy mej zapali –
próbę weźmie Pan swoją – jak z czystego złota –
wprowadzi mnie do miasta swego Jeruzalem.

Agamemnon




Ukrzyżowanie



Jakby w chmurze zakrwawiony biały
Straszna i w światłach twarz perłowa
Dłoń zakrwawiona pokazywała
Przerażeniem czerwona


Wyrzucające takie strzały z pięciu ran
Że mi stygły słowa
Odmieniec Boży zasnuty zawieją
Pochwycił pochodnie

Pod tchnieniem Boga
Niech płoną nadzieją
Niech pierzchają bogi
Ołtarze szatana wywrócił pod nogi


Mistrza bolesnych tonów czerwonego rymu
Co ujrzał ohydę swoich własnych czynów
Bez lilii białej w światowej batalii


A duch się święty – widomy – przybliża
Nagle przez ducha Świętego porwani
Był duch – sam Chrystus – wołają
Był w domu i usiadł za stołem przed nami
Z swym ciałem



Agamemnon
13.07.2009