wtorek, 13 stycznia 2009


Janie Lechoniu


 (W rocznicę tragicznej śmierci)

Zło weszło jak świat cały do twego podziemia,
Kwiat winnicy by skalać upiornym oddechem,
Aby dusza twa zgasła z bolesnym uśmiechem,
Na wieczny smutek ciszy jak ciężka jest ziemia.

Czemu ta przepaść ciemna która ciebie woła:
„Tyżeś to, ty mój mistrzu, - mam cię w swojej dłoni”.
W krok chwiejny - brzask głowy - we mgle idziesz zgoła,
Na wieczny smutek ciszy w śmiertelnej ustroni.

Bo wewnątrz niej tkwi jakaś tajemnicza siła,
Jak akord przeraźliwy wybuchu granatu,
By krzew winny nie wydał więcej już nam kwiatu,
By się serce rozpękło jak kamienna bryła.

W nierównej walce stajesz, nic się nie odmieni -
W porwanych strzępach włosów przy blasku księżyca.
Gdy ból w myślach twą głowę zbolałą podsyca,
Znikczemniały wszedł rapsod złowieszczej przestrzeni.

A jeślibyś był winien i brak ci jest nieba,
To za tobą przed Bogiem głos wzniosą poeci
I modlitwa do Boga poezją się wzleci,
Aby Bóg dał ci niebo tak jak kromkę chleba.







Agamemnon
 

czwartek, 8 stycznia 2009




Sokratesie!


Anioł bez skazy idzie,
wędruje po górach złocistych.

Drugi anioł ze skazą
wędruje po górach skalistych -
była tam strzaska lutnia,
i złota struna zerwana z tej lutni,

był kielich zdrewniały, przewrotny
od cykuty cały.
A cała cykuta wewnątrz Sokratesa.

Kielich co niebo zasmuca,
aż w Edenie stało się mniej zieleni
i mniej słońca na drzewach,
więcej smutnych cieni,

jak gdyby półciemność się wdarła
z upiorem widziadła
i przeniosła swój byt do wątłej jesieni.

Sokratesie !
twój Bóg , do anioła
co wędruje po górach złocistych,
podejmie cię spod kielicha

i do gór złocistych przeniesie.



Agamemnon





Spotkanie z Bogiem


I Bóg otworzył wieniec purpurowy
Ucichły stojące obok upiory czerwone
Toczył się szumem lasek cyprysowy
I kolumnady stały smukłej Arte
I ciemność i chmury zakrwawione
Z piorunów odarte
Z oddali świecące
Przybrały kształty jaśniejsze niż słońce

I Bóg otworzył niebo purpurowe
A we mnie była myśl słoneczna złota
Językiem słonecznym jam miłości był wzięty
I wielka światłość biła z pięciu ran
I ze stu strzał z Sebastianowych ran wyjętych




Agamemnon


wtorek, 6 stycznia 2009



Sen



Jak lekki spokój nocy - stawu cisza błoga
l lgną zmęczone oczy i sążnie palone
Dymy z kominów szarych nadzieją uśpione
Już pobielana srebrem mleczna sunie droga



Zasnęły już zamknięte chat ostatnie wrota
Pochylił się na niebie świat niebios uśpiony
Posnęły lasy chaty
 i szare zagony

Na złotych lament strunach zasnęła tęsknota


Niebiosa rozgwieżdżone w płachty nieboskłonów
To cichy teatr wzniosły po niebie się toczy
Jak gdyby po diamentach iskrzących eonów
Przechodzą złote kraje diamentową nocą





Agamemnon

piątek, 2 stycznia 2009



Psalm 23



Pan moim nieskończonym jest życia pasterzem,
na łąkach i pastwiskach gdzie woda źródlana –
a to jedno wiem tylko, że to własność Pana,
jej kryształ lśni jak diament z wiecznego przymierza.

Chociaż serce i dusza wewnątrz we mnie pęknie,
gdy świat jak wąż się pławi w paszcz swoich pozłotach;
dziś gdy świata katodręk morduje w swych grotach –
krwawą doliną chodzę, zła się nie ulęknę.

Bo Pan wiedzie prawymi ścieżkami imienia;
niebo ziemię z ciemności uczynił świetliste,
On utworzył z kamieni, jak z żarna istnienia
swój Eden nieskończony w kaskadach złocistych.

Na niebie w nieboskłonach jesiennych omłotach
i we mnie moje serce w duszy mej zapali –
próbę weźmie Pan swoją – jak z czystego złota –
wprowadzi mnie do miasta swego Jeruzalem.

Agamemnon




Ukrzyżowanie



Jakby w chmurze zakrwawiony biały
Straszna i w światłach twarz perłowa
Dłoń zakrwawiona pokazywała
Przerażeniem czerwona


Wyrzucające takie strzały z pięciu ran
Że mi stygły słowa
Odmieniec Boży zasnuty zawieją
Pochwycił pochodnie

Pod tchnieniem Boga
Niech płoną nadzieją
Niech pierzchają bogi
Ołtarze szatana wywrócił pod nogi


Mistrza bolesnych tonów czerwonego rymu
Co ujrzał ohydę swoich własnych czynów
Bez lilii białej w światowej batalii


A duch się święty – widomy – przybliża
Nagle przez ducha Świętego porwani
Był duch – sam Chrystus – wołają
Był w domu i usiadł za stołem przed nami
Z swym ciałem



Agamemnon
13.07.2009



środa, 31 grudnia 2008


Psalm 150



Alleluja!
Złotym dźwiękiem archanioła na wyżynach świata
Niech opowiada
Wszelki oddech
Niech wielbi Pana

We wnętrzu swej duszy - Ducha świątyni.
Na harfach i lutniach całego wszechświata
W złocistych kanonach w przejrzystych kaskadach
Świetlista biała droga - co człowiekiem czyni -
Niech uwielbia Pana

 
W złocistych kanonach w przejrzystych kaskadach
Złotymi dźwiękami na wyżynach wszechświata
Wszelki duch niech wielbi Pana i niech opowiada
I myśl i dusza i pieśń skrzydlata.

W złocistych kantonach na płachtach zieleni,
Jak lampy w koronach światłościom w naturze
Prześwitów w praojców gontynie.
Przez drzewa konarów jak w krosnach promieni
Psalmami się śmieją do Pana ku górze, -
Ducha świątynie.
*
Złotym dźwiękiem archanioła na wyżynach świata
Niech opowiada
Wszelki oddech

Agamemnon 



Maryja Królowa Polski 


Maryja Królowa Unii Europejskiej
 

(wariant trzeci) 



Wniebowzięcie co chwałę Twoją rozpromienia i głosi 
Na złotych ustach magnifikatu 
Złotym promieniem nadziei jak jutrznia się tworzy - 
Gdy wracasz do swych dzieci w przeróżnych epokach 

I wszystko Królowo co słowa Twe nam przynoszą 
Przyjmujemy z uwagą. 

* 
Matka co łączy ziemię z niebem – 
cóż to dla Ciebie być w słowie Pana 
i prosta tak jesteś jak proste Twe serce 
tulące skinienie nieba, by życie tętniło na ziemi. 

Ciężarem życia styrana , czekałaś zgodnie z rytmem czasu 
który dla Ciebie się spiekał. 
Serce matki najprostsze, serce matki bezradne 
lecz w żywym zanurzone źródle 
w samym Boga południu . 

Gdzie jesteś poezjo życia w niebie? 
czy i w niebie brak wyrażeń 
dla wielkości Boga, jego syna i Maryi? 

Słońce to tylko wodór przechodzący w hel, 
planety to tablica pierwiastków niewielka 
a sen i ten sen ubrany w przepowiednię 
zamienił się w coś co nie umiemy zapowiedzi ogarnąć. 

Pozostaje nam tylko milczące uwielbienie 
a potem już tylko cierpienie i milczenie ale i złotolica 
nadzieja – bardziej rzeczywista niż rzeczywistość bólu i kamienia 
i chleba. 

Nie dziw się zatem niebu – samo jest pogrążone w zadumie 
i nic piękniejszego od zadumy nie umie wyrazić; 



Słońca girlandy niby z kwiatów plotła 
Miesiąc srebrny pod nogami gniotła 
Słońce lecące trzymała nad czołem 
Szła nad lasami i leciała dołem 
Tęcze ją ciągle oskrzydlały kołem
 
A na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu 
Złocistym kołem się ściele świętym Boga Miastem; 

Cóż to dla Pani być w słowie Pana? 
Od Boga przyszłaś i Bogiem wezbranaś! 
On co chwałę Twoją rozpromienia i głosi 
Słynna i czczona od lat dwóch tysiąca 
Na złotych strunach magnifikatu świata 
Świetlistym traktem wśród narodów słońca; 

Słońca girlandy niby z kwiatów plotła 
Słońce lecące trzymała nad czołem, 
Tęcze ją ciągle oskrzydlały kołem 
W chórach serafickich wtórującym grzmocie
 

Złocistym kołem się ściele świętym Boga Miastem 
A na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu; 

Laur słońcem otwartym świecił nad głową, 
Błękitny diadem z gwiazd dwunastu w ozdobie 
Tak Przenajświętsza gdy stoi na globie 
Depcząca węża swą stopą perłową,
 
Husarią wielkiej odsieczy wiedeńskiej – 
Okryta płaszczem niebieskim panieńskim 
I gwiazd dwanaście jej płonie nad głową – 

A na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu 
Złocistym kołem się ściele świętym Boga Miastem 
I chleb powszedni łączy z Boga żyznym Chlebem - 
- A tymczasem na jutrzni różowej, 
Królowa co łączy ziemię wraz z niebem 
Pokazywała - nad pogańską zgrają 
Święta - w koronie niebieskiej, perłowej 
Nad którą ciągle - ranne gwiazdy wstają...
 

** 
Niebieskie dziewczyny przynoszą płaszcz biały 
(Niechże tak chwałę anielstwu opowie 
Z księżycem u nóg 
W splot złoty wspaniały 
Co płonie 
Z gwiazdami na głowie) 
Dla swej królowej na tronie 
O twarzy pięknej ponad archanioła 
I po anielsku zbierać ducha z duchem 
Piękność jej jadłem jak wąż który zioła 
Okręca swoim żelaznym łańcuchem
 

Na tronie niby święta palma kwietna 
Ponad anielska najwyższa w orszaku 
I wysmukłością postaci szlachetna 
Na turkusowym jak niebo czapraku
 

Chrystus nas woła: wy którzyście smutni 
Idźcie do Matki, patrzcie w błękity 
Oto gwiazd dwanaście wszystkie w kształcie lutni 
Wychodzą z fal morza gdzie zorzą się świty 

W splot złoty z gwiazdami jak diadem na skronie 
Jak zorza, niebieskie klejnoty jak harfy niech grają 
Niech gwiazdy płoną jak morza w koronie 
Niechaj powstają wszechświaty wysokie i ziemia niech słucha – 
Różowa piękność królewskim pozwaniem. O Panie! 
Nie z ciała wskrzeszona ja jestem lecz z Ducha. 



autor: Agamemnon 

Ps. 

Wezwanie 


chodźcie z nami 
patrzcie w niebo! 

tam górami bądźcie 
i chodźmy górami! 

bo nad nami, nad wzgórzami i morzami 
Stella Maris, Stella Orbis na błękitach 
z gwiazd dwunastu na gór szczytach 
sprzyjająca 

chodźcie z nami, patrzcie w niebo! 
tam górami bądźcie i chodźmy górami 

za górami wielkie morza 
w pół obręczy, gwiazd dwanaście na gór szczytach 
słońc płonących -królująca 

Na krawędziach słońc przełęczy 
sic ut maris po przestworzach 
po promykach biegnie słońca 
radius Dei w kształt błękitu 

Tam wśród słońca na wpół tęczy 
gwiazd dwanaście na gór szczytach 
po promykach biegnie słońca 
na krawędziach gwiazd przełęczy 
słońc płonących - Stella Orbis jaśniejąca 


Chodźcie z nami, patrzcie w niebo 
diamentami płachty skrzące 

kosmicznymi przestrzeniami 
zostawiamy - 

zostawiamy krwawą ziemię 
krwawe słońce 



Agamemnon 





ave 




największa z cudów - się nazywająca 
Ancilla Pańska - jaśniejąca w słońcu - 
w błękitnym płaszczu Trójcy majestatu 
sądzisz że wody na przejrzystym tronie 
w diamencie Pani jutrzenką ubrana 
królowa niebios i królowa światów 

nam przewodniczy w domu mym koronie 





Agamemnon 
07.11.2011 20:15