środa, 25 czerwca 2008



Dziecięciu Agaty zamordowanemu przez PO-wskich oprawców poświęcam




Już mama nie wypowie dzieciątko swoim głosem
Już głosu swego nigdy nie wyda w potrzebie
Droga życia skreślona - zbrodniarza noża ciosem
Księga życia zamknięta na ziemi i w niebie.

Życie dźwięczało w każdej ducha strunie
Dopóki anioł ducha snu ludzkiego strzeże
Anioł zbrodni przyszedł ze skrzekiem gawronim
Z czerwonymi oczami, z czarnym podniebieniem

I widziałem Tuska jego krwawe lica
Szpony w których trzymał, były zaciśnięte
Twarz z uśmieszkiem jakby w szczęśliwicy
W sztok postawion wzrok i usta zacięte
A spod zębów wystawała nóżka
I płynęła jeszcze krwi dziecięcej strużka

A w cieniu bonza śmiertelne Kopacze
Pustostan intelektu i pustostan ducha
Dla kraju nic nie robi, pieniądze bierze a kracze
Jak dojrzy ofiarę, śmiercią zionie , bucha.

Jej misją jest zabijać, w zabijaniu ma spełnienie
Dziejową misję lewacką pełni pracą
Zabicie dzieciątka było jej marzeniem
I za ten wyczyn Polacy jej płacą !

I co mam powiedzieć, co mam wyrzec na to
W domu moim jest miejsc wiele, jak i w sercu moim
Kupiłbym ci łóżeczko i byłbym ci tatą
I byłbym ci tatą od twego spowicia

Gdyby pomoc ci przyszła od serc ludzkich idąca
Razem czerpalibyśmy ze zdrojów życia
Razem szlibyśmy, może w trudach życia ku jasności słońca
Które teraz dla mnie i dla zbrodniarzy świeci.

I mego serca napawa goryczą
Przyćmiło się dla mnie, zgasło dla twych oczu
Chłopczyku lub dziewczynko o czarnym lub jasnym warkoczu.


Życie dźwięczało w każdej ducha strunie

Dopóki anioł ducha snu ludzkiego strzeże
Anioł zbrodni przyszedł ze skrzekiem gawronim
Z czerwonymi oczami, z czarnym podniebieniem


Już mama nie wypowie dzieciątko swoim głosem
Już głosu swego nigdy nie wyda w potrzebie
Droga życia skreślona - zbrodniarza noża ciosem
Księga życia zamknięta na ziemi i w niebie.




Ps.

Bo każde dzieło gwałtu, czyn siły zwierzęcej,
co jak upiór wypija życie, nocą księżyc jak trup bladolicy,
jak oko wisielca z chmur wyciekł.

Na początku zbrodni była tam ofiara
Gdzie się kończy zbrodnia - tam zaczyna kara.

I czuję na swych oczach dłonie potępione
Co ściąwszy czyjeś serce jak kwiat ciszy
Całą zbrodnię przez wieki niosą na ramionach
Płaczą w ognistej studni gdzie ich nikt nie słyszy*




Do nieba tylko jedna jest droga,
najpierw jest się Człowiekiem
potem Synem Boga.





Agamemnon


*/ K. Baczyński

wtorek, 24 czerwca 2008



Bój ateistó
w



W pobojowisku nocy jak pięść czarny kułak
Przechodzą przez obozy śmiertelnych namiotów
Gdzie sen jaskółczy umarł przylepiony w chmurach
Połamanych idei i wężowych splotów

Teraz obsesyjnie wydłubują dzieci
Bronią dzieciom światła, bronią im imienia
Nie widziano nigdy w całych tysiącleciach
Wśród narodów świata większego zdziczenia

Mass medialne prawdy z mózgu robią sieczkę
Kłamstwo jest w obrazie, niemal w każdym słowie
Nasz liberał lewak nalewa szklaneczkę
Świeżej krwi dziecięcej i pije na zdrowie

I bądźże ty człowieku spokojny i pogodny !
Zbrodnia dla lewaka - zwykły chleb powszedni
Lśnią już czasy nowe - wieszczów przepowiedni
Zmierzch dla chamstwa przyjdzie i lewackich zbrodni

Narody Europy otrząsną się z mroków
Nie im śmierci mroki, lecz im światła loty
Zrzucą brukselską niewolę ciemnoty
Zesłaną Europie z piekła wyroków.




Agamemnon





***


Norwid jak ślepy starzec szlachetny człowieczeństwem się dzielił
bo spoglądał ze szczytu i był źródłem wzroku
i biały mądrości sztandar z białego obłoku się bielił
białymi włosami ślepego starca widoku
tak w dzień jak w dziejach głębokiego mroku
gdzie ludzkie wyczerpał męczeństwo warunek pełnego człowieczeństwa
wołał:
Bądź niezawodny - umarły czy żywy
cykutą karmiony czy mlekiem
Bądź Bożym Człowiekiem !

Czy pierzchają przed tobą wszystkie hydry ciemne,
czy głos Norwida był głosem daremnym,
czy rylcem hieroglifa zapisał się w duszy,

czy posłańcem już jesteś w promieniu świtania
gdzie hydra obnażona przez światło się dusi
prawda pełnym uśmiechem odchodzi od łkania
i światło nieba rozwija się w duszach?!



Agamemnon




środa, 18 czerwca 2008



Wścieklizna



Za siedmioma gdzieś górami
I za siódmą chyba rzeką
Nieodłącznie z wyborami
Pełną pysków wielką teką


Różne wrzaski, hiper krzyki
Zachwalały wręcz stadami
Tuska super der Dzienniki,
Zachwalały polskojęzyczne
Różne męty zagraniczne


Zachwalały nam handlowca
W Anglii boya w Polsce chłopca
Co handlował na bazarze
By nam królem został w darze !

Baju baju, będziesz w raju
Jest to zbytek pełen łaski
Wybierajcie ! będziem bili wam oklaski !
I nie rzucać będziem błota.


Tak jak była mediów rada
Do wyborów szła hołota
I kołtunów pełne stada.


No a teraz prawda prosta
Prawda jest tu taka.
Polska za to, za premiera
Obleśnego ma prostaka !

Jak jesienne przyjdą śniegi
Rządkiem idą za Tuszczenką
Za upadłą jak panienką
Poszły całe świń szeregi


Czy nadzieja jest w Pawlaku
I w Ćwiąkale, może w Klichu
Więc reformy gdzieś na haku
Powieszono, ani widu ani słychu.


Bardzo dobrym Tusk krętoszem
W mas medialnym jest pod kloszem !
Oczywiście, że jest dobry
TVN-y pełne usta


Polskożercą nie jaroszem
Gryzie wokół pyskiem kobry!

Z kreowano nam oszusta!

Wypraszamy TVN-y, der Dzienniki
Na śmietniki! 
tam wasz godny poczęstunek.

Poczekajcie !
Wystawimy wam RACHUNEK!




Agamemnon 





Są dwie drogi: jedna droga życia, druga droga śmierci
i wielka jest różnica między nimi.

Didache




Jedni POJĘLI - co zewnętrzne w nich żyje
I tylko tyle w swoim życiu mogą
Tu się materią w materii się wierci
Ateistyczny tworzą humanizm - cywilizację tworzą śmierci.
Własne ich imię martwym słowem będzie !

Drudzy czują własne, wewnętrzne ducha głębie

Zakreślają horyzontu nieskończone dzieje
Po odwróconej elipsie słońca drogą
Wieczność w jednej chwili zwarli jak rozpacz i nadzieję
W bożą jednię łączą dojrzałego lata
Przenosząc wieczność nad dachami świata

I tak przechodząc z pokolenia na pokolenie

Spełniają zwyczajne jak chleb spełnienie
Od samego zarania od progów spowicia
Ludzką wnoszą kulturę - ludzką cywilizację życia!


I OD TYCH LUDZI DLA ŚWIATA PŁYNIE OTUCHA
BO RODZĄ LUDZI I BOSKIEGO UJAWNIAJĄ DUCHA.




Agamemnon


Możliwość



Człowiek z Bogiem prawdą żył
Bóg z Człowiekiem Prawdą był


Ale człowiek miał swój mózg
Bóg mu zaczął ciążyć już
Więc go skreślił wszerz i wzdłuż
Ateistą został już

I tryumfu wydał głos!

Ukuł własnych ustrój praw
Stworzył człowiek apostata
Wśród diabelskich bitych braw
Niezawisły sąd Piłata

I srebrników pełen trzos !

Skuto Boga w słabość w śmierć
Człowiek kłamstwu podał dłoń
I do kłamstwa zwrócił twarz
W odczłowieka uszedł toń
W wód bestialstwa wniknął wraz
Boga przybił on na krzyż

Stał się bogiem wszerz i wzwyż

Bóg dla niego głupstwem wciąż!

Człek przyprawił Go o śmierć
W grób Mu rzucił ziemi piędź.

Nie minęło czasu mało
Bóg był w grobie aż trzy dni
Jego ciało Zmartwychwstało
Boskim słońcem się rozwidnił
I na wieki będzie rano


Bóg był w trzy dni w stanie śmierci
Kim ty jesteś śmierci ? kim ?
Bóg był tylko w stanie śmierci
Ale śmierć nie była w Nim.

Bokiem przeszła śmierć skrzydlata
Zmartwychwstaniem słońce widni
Bóg odkupił grzechy świata
Swoją męką, grobem w trzy dni
Nieśmiertelne Jego Dzieci.

Śmiercią umrze apostata !

Dla boskiego pokolenia
Bóg odkupił grzechy świata
Daje łaskę nawrócenia
Słońce Zmartwychwstania świeci


Nawróceni - Jego - Dzieci
Bokiem przeszła śmierć skrzydlata
Dla boskiego pokolenia.

Śmiercią umrze apostata
Bo nie uznał nawrócenia.





Agamemnon

Choć serce twoje wyschło w piersiach twoich
Choćbyś miał rozpaczać i wątpić w swego brata
BĄDŹ ZAWSZE BEZ WYTCHNIENIA W POWINNOŚCIACH SWOICH!
Szczęśliwych i świetlistych dni doczekasz się za to !



Gdziekolwiek jesteś z bliska czy z daleka
O SERCE DUMNE O SERCE STROSKANE
Weź to co przyjąć możesz od człowieka
Weź pieśń - po pieśni poznasz we mnie brata
Ta pieśń z innego - jak ty jesteś świata!


Bo ludzkość ma wielkie PRAWDY OŁTARZE
Co się krzesają w strasznych zmagań bojach.
Aniołowie wejdą co się może zdarzyć
Jak śnieg w arcybiałych i w złocie tkanych strojach.


I jak bracia zjednają się z nami
I chór z anielsko-ludzkich powstanie głosów
Bo człowiek swą pracą ponad wiekami
Połączy ziemię z niebem i dotknie niebiosów.


I ludzkie dzwony podobne będą boskim tonom
Złociste i perłowe spiętrzą się ich stosy
I popłyną w kierunku ku niebieskim dzwonom
Od których odbiją się echem niebiosa.





Agamemnon

środa, 11 czerwca 2008


S P O T K A N I E


Jedno mi z wami serce, - Stasiu, Kazimierzu,
z tobą tragiczny Leszku, biedny emigrancie.
Jedna mi z wami mowa porannych pacierzy,
jedna z wami Ojczyzna, - zaklęta w kurancie.

Wspólne są nasze myśli, tęsknoty poemat,
skazane na milczenie i o Polskę baczność.
Zawsze niezłomna wierność, tej co nie zginęła
i zawsze z nami była, jak Boża Opatrzność.

Dziś zapraszam was wszystkich, z wierszami waszymi,
do ziemi zniewolonej, lecz nie mówcie o tym.
Nie zdradźcie tajemnicy waszego powrotu
letniej nocy lipcowej na ojczystej ziemi.

Bo krzyczałaby drzewom, że jesteście z nami,
emisariusze pory wolnej, przedwrześniowej.
Bo by się rozdzwoniły i tak by szumiały,
że zbudziły oprawców, w krótką noc lipcową.

Spotkajmy się w ogrodzie starym pod Warszawą,
w Okopach Świętej Trójcy okrytych żałobą.
Mokotowskiej 15 przywołajmy wrzawę
i Żelazowej Woli skowronka nad głową.

Zapach dawnej kwietni „Fioletowy Giewont”
przyśni nam rycerzy tatrzańskich niezłomnych.
Ujrzymy, choć to lato polską krew na śniegu,
nawet wyśnioną Litwę z wierszy Syrokomli.

Sny dzieciństwa, szum Dniestru na stacji końcowej
upchany do plecaków. Muzy Mickiewicza
poprosimy uprzejmie, niechaj nam pożyczą
polskiej ziemi, choć garstkę, która jest jak zdrowie.


Ale musimy prędko, przebiegać w pośpiechu
wszystkie miejsca kochane, w pamięci wyryte.
W jarze światło zabłysło. Nadchodzą ubecy !
Kończy się noc baśniowa. Uciekajcie !
Świta !


autor: Krzysztof Rudziński

poniedziałek, 9 czerwca 2008



Tuskowato - zezowate dzieło


Wiem, że przy mogile twojego Tusku Alcyda
Czasem słodką jagodę bujna ziemia wyda
Czy chociaż jedną rzecz dobrą Donaldku Utratku
Uda ci się zrobić z czystego przypadku.

Sam przeto przedmiot gminu, godzien wieszczów śpiewu
Niech więc piterki, kuderki pasą trzodę z chlewu
Niech im pijany niesioł przygrywa na dudzie
By smakiem warchołów psuć prosty smak w ludzie

Precz więc Grecy z Parnasu, precz Rzymian prawidła
Gdzie Helikon za piecem a muzy u bydła.


Agamemnon



odwrót napoleoński
Pitaj piterka, pitaj kuderka
I pitaj tusku chytrusku
I cała wspólnota
pitaj pali żab i przypieka kota !


Agamemnon





dalszy odwrót napoleoński.

Pitajajcie pomniki polskiej niesławy
Wraz z piedestałem bywalcu Pułtuska
Stolico ujmy - wyborczej zabawy
Pijane reformy wyśnione przez Tuska
Pitajajcie zjadliwe niereformowalne lenie
Wcześniej czy później skończończycie na Helenie

Agamemnon
(Któż by nie chciał skończyć na Helenie
- marzenie.)



We śnie


W mój sen, wchodzisz tak lekko, jak po trapie,

sypialnia – z jękiem się rozkołysała

i gładzi dłonią nieobecne ciała

żagiel firanki, poruszany wiatrem.

Płynie marzenie – w jego sennej toni

dojrzewa wino musującej nocy,

po miękkich falach swoje ślady toczy

sygnał latarni i ciepło twych dłoni.

I oto wzbiera przezroczystość chwili

pełnią księżyca – trwa porozumienie,

w którym się nasze odnalazły cienie,

gdyśmy o sobie szczęśliwy sen śnili.



autor: Barbara Marek

PO dla reform umarło.

Peowcy umarli! niekiedy umiecie
Wziąwszy postać upiora błąkać się po świecie,
A taka pazerność, wilkołacze oczy
Nawet prawdziwego upiora zaskoczy.
Przyjdzie czas, wąż rozpaczy serca wam opasze
Za lekceważenie wszystkiego co nasze.
Gdy okręt wejdzie w wir odmętu
Pierwsi jak szczury zejdziecie z okrętu.
I pozostaną PO was tylko cienie.
I milczenie


Agamemnon



W niebie Dantego Bóg mieszka u szczytu
Lecz wśród ludzi chętniej schodzi na dół -
Tam wśród jęków złorzeczeń i zgrzytu
Rzuca blask swój na tę burzę czarną
I boskością wywyższa ten padół -
A poeci doń wówczas się garną.


autor nieznany (XIX w.)




W czymże jest Tusk potężny, w czymże jest on wielki,
Gawiedź go czci bo mu własne naśladuje życie,
Kocha go bo w swych piersiach słyszy jego serca bicie
W arytmii żądnej czynów wichrzycielki.


Agamemnon




W gościnie serca


Zamknę powieki (okiennice)
by strzegły ciszy wnętrza (domu)
niech do mojego serca (stołu)
zasiądą wszyscy utrudzeni
a kiedy zajdzie tutaj Jezus
Marta nam zdąży podać obiad
Maria zasłucha się z zachwytem
Drwa do kominka wrzuci Łazarz
I odmienieni stąd odejdą - ci
Co nie byli dawno w domu


autor: Barbara Marek



Tuskowe rządy

A są one dwojakie
Czyli takie:

Gdy wstaje Tusk
Odbija mu mózg,
A jak Tusk zasiada
To mu rozum odpada
"Dyspozycja taka" - tak gada

Czy to co pozostało
To dużo czy mało ?
Tym co pozostało - krajem włada.
Co to Polakom daje i dało ?

Nieskończoną radość
Dla gawiedzi,
Która tuskotowate rządy
W der Dzienniku śledzi.

Sowieci i Dojczęta -
Radują się sąsiedzi
Ich radość - wniebowzięta.
I wielka dla gawiedzi !

Gdzie miejsce było szpetne
I ludzie zwyczajni.
Kilka peowskich gęsi
Gęgało przy stajni.

Na poręczach galerii
Pościel się wietrzyła,
Z kuchni woń ryb smażonych
Płynęła niemiła.

A w kącie dwie akacje
Marły na suchoty.
Wszystko tonęło w odorach
Peowskiej hołoty.




Tusk za małpę miał siostrzyczkę

A niedźwiedzia za pan brata

Gdy miał władzę w buzi sieczkę

Polską wzgardził - apostata !

Co to dzisiaj za odmiana

Co to dzisiaj za różnica

Od reformy do gadania

Postawiona w sztok źrenica.




Trzoda wesoła


Gdzie się obejrzysz wszędzie dokoła

Buja się owiec trzoda wesoła

I tak władają kraju przestrzenią

Że się Polacy wstydem rumienią.

Z Wiejskiej wypłynął do POrtu statek

I przywiózł nam wszystkim wstydu dostatek




Są przeznaczenia które trwają wiecznie
I człowiek tą siłą działa koniecznie
Działa, pracuje, dopóty tak długo
Aż duch się wzniesie, wspierany zasługą
I zbrojną wolą - tą aniołów siłą
Przemienia w niebo to co piekłem było.



autor nieznany XIX w.



Twej wiernej przyjaźni


tak mi dziś potrzeba
bez płonnych nadziei
co skrywają prawdę
(ból zostanie bólem)
ciepłych rąk co dają
ulgę i otuchę,
pragnę - obecności
ona jest jak balsam
lęk wypełza nocą
i nie ma wprost miary
me ogołocenie
już jestem tam
i jeszcze jestem tutaj
zanim cię pożegnam
popraw mi poduszkę
i nie mów nic (wiem to)
że będzie bolało…
tylko bądź
nie odchodź!
trzymaj mnie za rękę
widzisz ja … - umieram


autor: Barbara Marek




Samego Tuska poruszyć nie zdoła

Żaden rym, choćby wzięty ze śpiewu anioła.

Na miękczenie faryzeusza

Próżno czas się łoży

W tej sprawie nic nie zrobił

Nawet i syn Boży





Przy rozwalonym na poły płocie

Krzyż stoi prosty jak na Golgocie

Z rozpostartymi ramiony

Przemawia niemą rozpaczą

POwskie oblazły go wrony

Strząsają pióra i kraczą.





PRZEŁOM I PRZEŁOMIEMIE


Wieść się rozeszła rankiem w mieście
Że wypłynąwszy z chmur spowicia
Tusk się zamienił w p r z e ł o m i e n i e !
I znikł bez śladu jak sens z życia

Padło na wszystkich przerażenie
I ślepą rozpacz w sercach budzi
Bo myśli w o r e c z k i e m jak też s i e d z e n i em
I mało słucha mądrych ludzi.





Stacja V


Cyrenejczyku – wiem, rozumiem,

że ci dziś za mną nie po drodze,

jednak sam – podnieść się nie umiem,

wiec choć cię przymuszono srodze –

pomóż mi, z wielkim tym brzemieniem

dojść tam, gdzie iść już nie mam siły...

Nie wiesz, jak ciężar

twym ramieniem wsparty

okaże się - -

miły


autor: Barbara Marek




Poezja - jak Bóg - jedna jest i jednakowa:
W niej wszystkich dzieł kiełkują przyczyny:
I próżną byś przepaścią dzielił czyn od słowa
Bo w czynach tkwi poezja a w poezji - czyny !

Józef Mączka


Tusk przywraca zniewolenia brzemię
Łzy nam wyciska, bo trwamy w trwodze
Złoża sprzedaje, GMO pustoszy ziemię
Sowiecką agenturę przywraca w narodzie.



Wiec POwiacy wszyscy biegną razem
Za miasto za słup na wzgórek
Tam przed cudownym klękają obrazem
Dziękczynny mówią paciorek.



Wtem słychać terkot, wozy jadą drogą
Wóz ciężarowy na przedzie
Skoczyły POwiaki i krzyczą jak mogą
Tustuś ach Tustuś nasz jedzie!



Obaczył Tustuś, łzy radośnie leje
I z wozu na ziemie wylata
Ha! jak się macie ćwiąkalskie geje
Czyście tęsknili za tatą?



Piterka czy zdrowa? Kuderka, Kopacze?
Dla was mam jady w koszyku
Ten sobie mówi a tamten gdacze
Pełno pomówień i krzyku!



Ruszajcie Tuścio na sługi woła
Ja z POwcami pójdę ku miastu
Idzie...aż zbójcy PiSowscy obskoczą dokoła
A zbójców było dwunastu.



Nie mieli bród długich ani kręcone wąsiska
Ni wzroku dzikiego ni sukni plugawej
Ani noży za pasem ani miecza co błyska
Ni w ręku ogromnej buławy.



Tusek dziękuje - PiSek odpowie
Nie dziekuj wyznam ci szczerze
Pierwszy bym PAŁĘ strzaskał na twej głowie
GDYBY NIE PO-WIAKÓW PACIERZE !




Chcecie czy nie chcecie Polska musi być państwem jak inne na świecie.

Po dolinach, równinach
Wieść się rozniosła,
Że koniec panowania
Się zbliża osła

Wielka jak encyklopedia brytanika
Wśród POsmaleńców
Wybuchła panika

Reformatorska elita
Opuszczać będzie koryta.

Jaka szkoda:
Rzekła kudra do indyka
"Nasz burek to wzór altruisty
Choć wykopał, sam nie łykał
Wszystkie nam oddawał glisty."

W wśród wrzasków i pomówień
Przeraźliwych krzyków
Odejdą do historii
Familie antyrydzyków.




Pani Ergo Sum czeka


Pan i Ergo Sum

(dobrze znana Matylda)

z drżeniem oczekiwała

nadejścia Wysokiej Fali

indagowany w tej sprawie

Pan Cogito

Odrywał od kartek

Nieobecny wzrok

( czy ona zawsze będzie mu przeszkadzać ? )

zupełnie jakby nie słyszał

nawoływania eonów

jęku strącanych komet

wycia podziemnych księstw

a przecież za oknem

widziała wyraźnie

jej wysoki cień

zastygły ( na jak długo ?)

nad wszystkim

co jest

autor: Barbara Marek



PO godni śmiechu… - nie, raczej pogardy !

Co zamiast serca w piersiach mają kamień twardy,

Móżdżek co myśli żadnej nie ogarnie,

Co twarz bezmyślną kryją w modne maski

I optymizmem grają dramat płaski,

I pracy wielkiej udają męczarnie.

Ci z rodu trutni;

Pajace smutni !





Herr Towarzyszu Tusk
wiersz dźwięczy twą sławą
by wezwać do wyższej sprawy "Apelu"!


Ciągnij wysoko sztandar czerwony
ponad wzdychania zgorzkniałych publik,
niech każdy wolny i ciemiężony
czuje jak rośnie Związek Niemiecko-Sowieckich Republik !

Towarzyszu Herr Tusk, wywalczony ciężko
coś nam światło dawał w czarnych więzień lochach,
naucz nas szczęście ogarniać uśmiechem, jak często
uczyłeś nas dawniej nienawidzieć i kochać.


Biją swym pokłonem wierszy naszych rymy
a pola GMO- mami kwitną coraz częściej,
wiem na pewno, że również i my potrafimy
wznosić radość strzelistą w zezowate szczęście !


I spada nam z oczu zaślepienia łuska

Gdy pełnia obfitości spłynęła z Pułtuska.



Pani Ergo Sum a Internat


Pani Ergo Sum
(właściwie Matylda)
lubiła otwarte wody
pociągała ją głębia
rozległy horyzont
zawsze niebezpieczne
poczucie wolności
Pan Cogito podzielał
(nie przez zacofanie)
jej rosnącą niechęć
do krążących wokół
speców od połączeń
które coraz gęściej
choć niepostrzeżenie
oplatały dom
jak przystało na Rybę
wyczuwała s i e ć


autor: Barbara Marek

Wiersz powstał w odpowiedzi na ataki
bolszewii,twierdzącej ,że to nie bolszewia okrada Polskę lecz Kościół Katolicki.

Okradziony przez czarnego

Oczy mu płoną z wściekłości jak znicze
Że dał ofiarę - na cały świat krzyczy !
Bladość z sinicą maluje oblicze
Małego diabełka prowadzi na smyczy

Zbliżaj się do mnie Piotr rzecze:
Jaka to krzywda ciebie spotkała,
Czemu tak pomsty miotasz człowiecze?
Śmiało mi rzekaj - jam opoka , skała.

Więc Twoja skarga znajdzie rozpatrzenie.
W księgarniach moich jest wszystko spisane,
Jeśli ci zabrali - to ci zwrócą mienie,
Wszystko będzie ci zatem oddane.

Usiądź na tej ławie i skargę mi wykładaj.
Człek usiadł i rzecze:
„Miałem w ezbecji robote
I robót było bez liku

A wieczorem wracając na cyku
Do skarbonki wrzuciłem dwa złote.
A gdym wrócił do siebie
O mało nie wyzionął bym ducha!

Bo wspomogłem czarnucha
A to ja byłem w potrzebie.
Pietrze wielki ladaco
Wyzbyłem się kasiury

Nie mam wypić za co !
Nie widzisz Pietrze przeklęty
Jaki twój czarny jest święty?!
Dlatego mój język opowiada

Jak czarny cały świat okrada.
(Piotr analizuje)
Szepce do siebie:
„Mówi: suszy go… że dał na ofiarę… źle zrobił … i przez to gdaczy.
(radzi więc) : „Pójdź człek do spowiedzi , czarny ci przebaczy.
Masz tu dwa złote, dwie złotówki obie
I do diabła możesz odejść sobie.


Agamemnon


Ojczyzna


Gdzie trawa wstaje, zboża się rodzą
Gdzie człek ognisko swoje zażega,
Kiedy niemowlę „tata” sepleni
Gdzie księżyc błyszczy, gdzie śnieg przebiega
Gdzie słońce świeci, dąb się zieleni,
Gdzie sokół w chmurach leci w przestworzu
Mgły na niebiosach , wody na morzu.

autor nieznny XIX w.


Od zdziczałej puszczy
Od peowskiej strony
Zajechał na Wiejską
Naród POsmalony

A PO wyborach
I rzecz oczywista
Powrócił na Wiejską
Jako anarchista

Zaczął patrzeć z góry
Na wierzę kościoła
I przed Bożą Męką
Nie odsłonił czoła.

Albo zbyt swawolni
Albo zbyt zuchwali
Nie ważą rzeczy
Na roztropnej szali.

Królik na tronie
I świnia w urzędzie
Lecz z tego bydła
MIĘSA NIE BĘDZIE !


List

Po napowietrznych mostach list
Gorącą linią między nami
Odbija echa naszych głodów
Jak okruch z uczty Palmeralu
Ogrodów niewiędnących snami
Gdzie imperialne rajskie drzewo
Porywa wniebowziętą duszę
W obmyte rosą senne ciało

Zasłono z słów tkana w milczeniu
Podwójny wątek tej rozmowy
Jak wiatr porywa południowy – mnie
Porywa listem –
W „liści szelest… „


autor: Barbara Marek


Od powietrza, ognia, Tuska

Od powietrza, ognia , wojny,

I od tego tu człowieka

Co się komisarzom kłania

Niech nas zawsze Bóg ochrania.




Niszczenie.


Próbowaliście się oprzeć do cna

Na krokwiach dziadowskiego ducha

POkusa była za mocna

POdpora była za krucha

I błąkacie się ciągle

Jak błędnych owiec gromada

Nie wiedząc ku jakiej przełęczy

Zwrócić swe kroki wypada

A może z straszliwej zawiści

Co Polskę naokół niszczy

Nie same gruzy wyrosną

Nie same zwaliska zgliszczy.



Nędzo Tuskowa, ty która tajemnie


Kradniesz rumieńce dzieciom podatnika
Nędzo do której duch trudniej przywyka
Niźli stepowy rumak do wędzidła
Nędzo, łamiąca białe natchnień skrzydła
Pragnącym, słońca łaknącym daremnie !
Tusku niszczący ! bezpłodna ofiaro !
Za jakie grzechy jesteś ty nam karą ?


Jesień w Gorcach


Pusto w Gorcach jest jesienią
Chociaż w dole życie wre,
Tutaj w górach tylko buki
Złocą się wśród innych drzew,

Gdzieś w dolinę schodzą ślady
Ktoś niedawno siano wiózł
Na polanie pozostawił
Trzy ostrewki puste już.

Chodźmy wyżej popatrzymy
W zarośniętą stawu twarz,
Może dojrzysz poprzez trzciny
Na dnie gdzieś zbójników skarb.

Już niedługo spadną śniegi
Staw pogrążą w śnie głębokim
Słuchaj, może w szelest liści
Wplotły się już zimy kroki.

A w szałasie jeszcze ciepło,
Może watra gdzieś się tli
Jeszcze przecież gryzie w oczy
Jałowcowy ostry dym.

Może tutaj spotkasz szczęście
Co gdzieś pod gontami śpi,
Szczęście, które wspomnisz nie raz
Jak i te jesienne dni.


sł.G.Giermek
muz.W.Gawlik


Lewica i jej awangarda
(z teki wiersza politycznego)


Komunizm gdzie tylko przeszedł, krwią ludzką spluskany
Wyśledzisz go czarnym zostawionym śladem
Tworzy kaleki, śmierć, nędzę i rany
Pije łzy cudze, tuczy się swym jadem.

I my mamy prawo, tę poczwarę pytać!
Dlaczego śmiercią pastwił się nad bratem?
I ty co będziesz wiersz ten kiedyś czytać
Wiedz, że był NIEPRAWYM on sędzią i zarazem KATEM !

I kraczą belzebubim głosem różne syny szyny
Bezczelna pewność w poczwarnym głosie tego kruka.
Na Kościół usiłuje przerzucić swe winy,
To stara wyświechtana, wyłysiała sztuka !;

Komunizm ani o jotę się nie wysmażył
Hydrą się objawia i cały świat oplata,
Jak kameleon się przepoczwarzył,
By pełnić rolę nieprzerwaną SĘDZIEGO i KATA.

Goń swoją myśl a może myśl twoja ciebie dogoni .
W czymże tkwi jego siła i ten skrzek gawroni ? !!

Ja ci z rąk wyrwę oręż zgotowany
I ślepy zapęd z wolna ułagodzę,
Byś się nareszcie, już sam przekonany
Z rozumem, z sercem i Bogiem pogodził.

Bo różne rzeczy być mogą, co Bóg może zdarzy,
Że człowiek z komucha się przepoczwarzy.

Ojczyzno moja, nikt nie widział ciebie
Abyś się sama zmazała nierządem
Pragnął cię OBCY mieć na pogrzebie
I obarczywszy cię psim swądem
KOMUNĄ dotknął jakTRĄDEM.



Świat się śmieje, Tusk się cieszy!


Lecz wieże się zwaliły
I zardzewiały trąby,
Słychać w koło zgrzyt piły
Tusk coś ciosa, coś rąbie

A właściwie to wcale
Grać na trąbie nie umie,
Może jeszcze od biedy
Coś wybąka na drumli,

Więc w ogródku jak ptaki
Nuci przy płocie śpiewkę
Bo tam sadzą ziemniaki
I siać będą marchewkę –

To reformy mączarskie
I masalsko - jajczarskie
I jajczkarsko - drobiarskie
To reformy ĆWIĄKALSKIE!

Brzuch ma pełny, nie pusty
Z ust padają mu słowa
Taaaaaaka będzie odnowa
I reformy z KAPUSTY!

I to wiemy od dziecka,
Że reformy i bluzka,
Przywileje lewackie
I jajczkarskie jajeczka

Są pochodną z Pułtuska.


Kuglarz

„Kiedy na was z daleka patrzę

Z okna mojego poddasza

Myślę ,że jestem w teatrze

Lecz sztuka nudzi mnie wasza.”

I nie zakłada Tusk żadnej maski

A jest najlepszy ze wszystkich łgarzy

Więc gawiedź tylko sypie oklaski

Najzręczniejszemu z kuglarzy.



Życie to ja - Dziewczynka z Zapałkami,
Wypuść mnie z twoich zimnych ramion,
Taki tu mróz…ktoś woła za mną,
Ktoś brnie po śniegu moimi śladami
i chłód odgarnia z lichego odzienia,
lecz zmarzłej duszy, po cóż ciało…
płacze zapałka – czyliż mało
mocnego z siebie dawała płomienia?


Barbara Marek